W minionym sezonie aż prosiło się, aby "zakleić" białe poszycie C29 Saubera F1. Gładki bolid przemknął przez sezon w średnim stylu, czego nie można powiedzieć o samym zespole i jego zwycięskiej batalii o spokojną przyszłość. Założenie przez Petera Saubera "Sauber Club One" okazało się być rozwiązaniem finansowo sprawnym i zgodnym ze szwajcarskim zmysłem do gromadzenia pieniędzy.
Ekipa z Hinwil ma sponsorów: tych widocznych na poszyciu i tych, którzy widoczni nie chcą być. Sauberowi udało się powołać jakby sekretne stowarzyszenie sponsorów, skupiające biznesmenów i firmy bez żądzy publicznego, telewizyjnego zaistnienia. I wszyscy oni w większym lub mniejszym stopniu wspierają zespół F1.
Sprawę tajemniczych sponsorów przybliża dyrektor wykonawcza teamu, Monisha Kaltenborn.Peter Sauber: "Ponieważ nie każda firmy mierzy czy też chce zainwestować o ekspozycję [marki], pomyślałem, że czas, aby zaoferować im coś odosobnionego.
Co zrozumiałe, Kaltenborn odmówiła podania liczby "tajemniczych" sponsorów Saubera F1 Team.Monisha Kaltenborn: "Wyczuliśmy w podejmowanych przez nas rozmowach, że wiele znanych firm nie chce wiązać się otwarcie z Formułą Jeden. Nie chcą, aby ich marką oklejano kolejne obszary. Niektórzy mają w tym swoje własne cele, niektórzy uważają, że ich udział nie byłby środowiskowo 'przyjazny'. Dwa lata temu widzieliśmy sporo skandali, więc są i tacy, którzy nie chcą wiązać się otwarcie z tym sportem. Jest w tym bowiem spora dawka niepewności."
"Uwzględniając tę potrzebę postanowiliśmy działać. I stąd ta idea. Generalnie rzecz biorąc, chodzi o to, że przynosi to korzyści - w dalszym ciągu utrzymuje się przekonanie, że F1 to jedna z najlepszych platform globalnej ekspozycji, ale bez ekspozycji samej marki."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz