Nie jest tajemnicą, że Robert Kubica i Witalij Pietrow nie pałają do siebie wielką sympatią. Dziennikarze w padoku toru Ricardo Tormo byli ciekawi, jak wyglądają relacje kierowców Lotus Renault GP przed sezonem 2011.
Wszystko zaczęło się po sezonie 2010, kiedy Rosjanin stwierdził, że Kubica praktycznie mu nie pomagał i ciężko było mu cokolwiek nauczyć się od Polaka. – No cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – oceniał Robert podczas prezentacji R31. – Sądzę, że w tym roku Witalij będzie miał mniej problemów niż w ubiegłym. Było jasne, że debiutantowi dołączającemu do nowego zespołu nie będzie łatwo.
– Nie chcę zagłębiać się w szczegóły – odparł Kubica pytany o rzekomą postawę „zamknięcia się na Pietrowa”. – Jeśli tak mówi, ma swój punkt widzenia. Jak mam nieco inny. Mówiąc szczerze jestem zadowolony, ponieważ nauczyłem się od niego czegoś, nie chcąc tego, ani o tym nie wiedząc – jak utrzymać samochód na torze – kontynuował Polak wywołując wśród dziennikarzy salwę gromkiego śmiechu. – Jestem zadowolony, że moim partnerem będzie Witalij i tyle – dodał.
Sam Pietrow przyznał, że w swoim drugim sezonie startów ewentualna pomoc Kubicy nie będzie dla niego już tak ważna. – Oczywiście chciałbym mieć wtedy wszystkie informacje, jakie on mógłby mi przekazać. To zawsze pomaga. Szybciej bym się wówczas przystosował, ale w tym roku będzie inaczej – zapewniał Witalij.
Niesnaski między kierowcami zupełnie bagatelizuje szef zespołu Eric Boullier. – To w sumie zabawne, bo Witalij też nie jest szczególnie rozmowny – żartował Francuz. – To dwie różne kultury, a są prawie tacy sami. Obaj bardzo skryci, małomówni. Robert ma swoje życie i wie dokąd zmierza. Ewentualny kontakt z nim leży w gestii Pietrowa.
– Witalij spodziewał się chyba łatwiejszego pierwszego roku, ale to on powinien zrobić pierwszy ruch. To jeden z wielu tematów, na jakie rozmawialiśmy. Jeśli chce mieć osiągi, musi szukać ich w sobie. Nie może oczekiwać, że ktoś da mu to za darmo. To samo tyczy się jego relacji z Robertem – zakończył Boullier.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz