Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 30 listopada 2010

Mistrz na wyścigowym „haju”

Szybki, bystry, lubi nieokiełznane kobiety i Bonda, ale boi się… myszy. O kim mowa? O Sebastianie Vettelu, nowym mistrzu świata Formuły 1.

Niedzielne popołudnie na Yas Marina Circuit. Metę przekracza Red Bull z numerem 5. W radiu panuje nieznośna cisza. Na stanowisku dowodzenia „Czerwonych Byków” nerwowe naliczanie finiszujących zawodników. Hamilton, Button i Rosberg. Główny rywal Niemca, Fernando Alonso, jest dopiero siódmy, można otwierać szampany! – Seb, jesteś mistrzem świata! – krzyczy przez radio szef ekipy Christian Horner. – To niewiarygodne! Dziękuję chłopaki. Kocham Was! – odpowiada najmłodszy czempion w dziejach. Są łzy wzruszenia, emocje, cała góra emocji.
Król czasówekWchodząc do Formuły 1, Seb z miejsca został okrzyknięty następcą Schumachera. W swoim pierwszym starcie, zastępując Roberta Kubicę na torze Indianapolis, „Baby Schumi” zajął ósme miejsce, zostając najmłodszym zdobywcą punktów w F1. Szybko piął się po szczeblach wyścigowej kariery. Rok później na zalanym deszczem torze Monza zszokował padok, sięgając po pole position, które następnie zmienił w zwycięstwo, wymazując ze statystyk rekordy Alonso.
Przesiadka do Red Bulla zaowocowała tytułem wicemistrza świata. Do sezonu 2010 Vettel przystąpił z mocnym postanowieniem poprawy tego osiągnięcia. Niezaprzeczalnym atutem Niemca był oczywiście samochód zaprojektowany przez genialnego Adriana Neweya. RB6 stanowił broń niemal doskonałą. Niemal, bo czasami zawodną, co kosztowała Vettela zwycięstwa w Bahrajnie, Australii i Korei Południowej. Pod względem czystej szybkości konkurencja nie miała jednak najmniejszych szans, co znalazło odzwierciedlenie w 15 pierwszych polach startowych, z których dziesięć było zasługą Sebastiana – króla tegorocznych czasówek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz