Wielu dziennikarzy uważa, że kolejny rozczarowujący sezon w wykonaniu Felipe Massy może przesądzić o rozstaniu Brazylijczyka z Ferrari. Były wicemistrz świata bagatelizuje spekulacje.
Na nic zdały się przedsezonowe zapewnienia Massy, że po wypadku na Węgrzech w 2009 roku nic nie stoi na przeszkodzie, aby ponownie liczyć się w walce o najwyższe cele. Kierowca Ferrari nie tylko nie był w minionych mistrzostwach stanie włączyć się do walki o tytuł, ale z kretesem przegrał wewnątrz zespołową rywalizację z Fernando Alonso. Ciężko ocenić, na ile rozstrzygnięcie takie było skutkiem fatalnej kraksy na Hungaroringu, a jaka w tym zasługa polityki Ferrari.
Logicznym posunięciem, jak na ambitny zespół z najbogatszą historią w Formule 1, byłoby pozbycie się rozczarowującego Massy i zastąpienie go kierowcą, którego szybkość nie groziłaby zburzeniem panującej w Ferrari hierarchii, a jednocześnie pozwoliła punktować na tyle regularnie i wysoko, aby stajnia z Maranello mogła ponownie myśleć o triumfie w klasyfikacji konstruktorów. Rozwiązanie takie wydaje się jednak mało prawdopodobne. Związany kontraktem do końca 2012 roku Massa nic sobie nie robi z prasowych spekulacji i zapewnia, że do sezonu 2011 podchodzi bez poczucia potrzeby udowadniania zespołowi swojej przydatności.























