Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 4 stycznia 2011

Dzięki Bogu to nie futbol!

Stefano Domenicali przyznał, że po wyścigu w Abu Zabi, który przekreślił szanse Fernando Alonso na tytuł mistrza świata, zastanawiał się, czy nie powinien zrezygnować z funkcji szefa stajni z Maranello.

– Po Abu Zabi sam poruszyłem ten temat. Zastanawiałem się, czy robię właściwie zostając – przyznał na łamach La Repubblica. – Nie jestem przykuty do fotela, doszedłem jednak do wniosku, że rezygnacja byłoby błędem. Znam zespół i myślę, że jestem właściwą osobą, aby wykorzystać wszystko to, co wypracowaliśmy w ostatnich miesiącach. Z metodologicznego punktu widzenia, wszystko w Maranello pozmienialiśmy i jestem pewien, że zobaczymy efekty naszej ciężkiej pracy.
Włoch przyznał, że ma szczęście, iż nie jest trenerem piłkarskim, ponieważ po podobnej porażce w futbolu musiałby oddać głowę. – Wiem, że ludzie traktują mnie jak trenera Ferrari. Ale posada szefa zespołu to coś więcej – zaznaczył Domenicali. – To biznes i muszę zarządzać różnymi aspektami tego przedsięwzięcia, nie tylko stroną sportową. Decyduję o wielu sprawach, więc trzeba być gotowym na wszystko, zwłaszcza jeśli w ciągu dwóch lat nie osiągasz wyników, na jakie liczyłeś. Dzięki Bogu F1 to nie piłka nożna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz