W przeciwieństwie do Bridgestone'ów w specyfikacji 2010, które były w stanie zagwarantować przejazd nawet całego dystansu wyścigu, opony Pirelli degradują się w sposób nadspodziewanie szybki, stawiając duże wyzwania wszystkim zespołom.
Fernando Alonso: "Z tego co udało się nam zaobserwować do tej pory, degradacja jest bardzo znacząca, co oznacza, że będziemy mieli wyścigi z dużą ilością pit-stopów. Nie jestem wielkim fanem takiej sytuacji. Uważam bowiem, że wzrost niepewności nie sprzyja najsilniejszym zespołom. To jakby w piłce nożnej zdecydowano się na kary po kolejnych trzydziestu minutach meczu. Nie sądzę, że Barcelona i Real Madryt skakałyby z radości.
Będziemy wiedzieć, gdzie jesteśmy w stosunku do innych, dopiero w Melbourne. Na tę chwilę jestem szczęśliwy, bo nasz bolid okazał się niezawodny.
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy w grupie zespołów zdolnych walczyć o mistrzostwo, wraz z Red Bullem, McLarenem, Mercedesem oraz Renault, które krok do przodu zrobiło już pod koniec ubiegłego sezonu. Nawet Toro Rosso poczyniło znaczne postępy."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz